Siedziba
ul. Adama Chętnika 5, 07-430 Myszyniec
tel.: 698 645 367
e-mail: kulturalnekurpie@wp.pl

Ostatnio sporo dyskutowaliśmy o historycznym „Weselu na Kurpiach” z 1928 roku i o skrupulatnym ustalaniu faktów dotyczących pracy księdza Władysława Skierkowskiego. Ta dyskusja przypomniała nam wszystkim, jak ważny jest szacunek dla praw autorskich, wierność oryginalnym źródłom i nieuleganie pokusie „poprawiania” historii czy dopisywania autorów na plakatach. Żeby jednak po tych poważnych ustaleniach złapać nieco dystansu, warto pamiętać, że w polskiej literaturze istnieje jeszcze jedno, zupełnie inne spojrzenie na ten sam temat. W 1946 roku Konstanty Ildefons Gałczyński napisał dla swojego Teatrzyku „Zielona Gęś” miniaturową, niezwykle absurdalną wersję pod tym samym tytułem.
Do dzisiejszego wpisu dołączam barwną, witrażową grafikę z okładki wydania „Wolnych Lektur”, która świetnie oddaje ten artystyczny krok w stronę nowoczesnej formy. Sama treść sztuki to jednak czysta, czarna komedia. Cała akcja toczy się w wiejskim alkierzu z flaszkami gorzałki, a na scenie pojawiają się Panna Młoda, Pan Młody i siedmiu gości weselnych. Pan Młody zasępiony oświadcza swojej wybrance, że przestała mu się podobać i zaraz będzie kopał dla niej grób. Przerażona Panna Młoda próbuje ratować sytuację i krzyczy: „Projekt jakiś niesłychany, Wicku, weźże waleriany!” Pan Młody ripostuje jednak, że waleriany nie pije, po czym wyciąga pistolet i przeszywa ją kulą na wylot. W tym momencie do pomieszczenia wbiega siedmiu gości, morduje Pana Młodego, a osobiste porachunki kończą się masowym nawiązaniem kontaktu z życiem pozagrobowym. Wszystko wieńczy żywy obraz z dziewięcioma trupami oraz informacja, że kurtyna ze względów pedagogicznych, aby zmienić sposób święcenia wesel na wsi rodzimej, po prostu nie opada.
Gdyby ktoś chciał oceniać Kurpie wyłącznie przez pryzmat tej satyry Gałczyńskiego, mógłby pomyśleć, że tradycyjne wesele trwa u nas niespełna minutę, kończy się pracą dla zakładu pogrzebowego i sporem bez wygranych. Absurd ma swoje prawa w teatrze, ale w historii i prawach autorskich liczą się wyłącznie fakty. Libretto z 1928 roku napisał ksiądz Skierkowski i jego dziedzictwo broni się samo — bez potrzeby podpierania się autorytetem Chętnika. Oddajmy Chętnikowi to, co Chętnikowe, a Skierkowskiemu to, co Skierkowskiego. Twórcze inspiracje mają pełne prawo istnieć, dopóki szanujemy prawdę o źródłach. A kiedy opadną emocje, pozostaje to, co najważniejsze: szacunek do historii i kurpiowska gościnność, którą najlepiej pielęgnować przy szklance psiwa kozicowego 🙂