Jeszcze o Padlewskim

Minęła kolejna rocznica bitwy pod Myszyńcem; bitwy, którą stoczono 9 marca 1863 r.  Choć historia powstania styczniowego interesowała mnie od dawna i bliska była mi postać Zygmunta Padlewskiego, to przyznać muszę, że dopiero w ostatnim czasie dowiedziałam się więcej o jego życiu i okolicznościach śmierci. Kiedy stanął 15 maja przed plutonem egzekucyjnym miał zaledwie 27 lat. Źródła mówią, że mógł ocalić swoje życie w zamian za potępienie powstania. Nie zrobił tego.

Stosunkowo mało znane mi były okoliczności, jakie poprzedziły bitwę pod Myszyńcem i to, co nastąpiło potem. Kiedy bowiem Rząd Narodowy mianował Padlewskiego Naczelnym Wodzem Zbrojnych Sił Powstańczych w województwie płockim, sytuacja powstańców była już bardzo trudna. Brakowało broni, która miała być dostarczona z Prus. Niewielkie partie powstańcze z trudem udało mu się zebrać w większy oddział, który pod jego dowództwem walczył między innymi pod Myszyńcem, Drążdżewem, Radzanowem, Siemiątkowem.

20 marca 1863 r. Zygmunt Padlewski otrzymał nominację generalską. Następnego dnia odbyła się bitwa pod Radzanowem nad Wkrą i zakończyła wycofaniem oddziału. W wyniku strat poniesionych w walkach i sporej aktywności wojsk carskich, które nieustannie deptały im po piętach, powstańcy byli umęczeni i niezdolni do dalszej walki. Mieli do Padlewskiego żal, że znaleźli się w tak dramatycznej sytuacji, skazani na wędrowanie po bagnistych lasach, walkę bez nadziei na zwycięstwo czy chociażby bezpieczny odwrót. Wobec tego wszystkiego generał zdecydował się rozpuścić do domów najpierw piechotę, a następnie 22 marca – już po przejściu na tereny powiatu mławskiego – także konnicę. Tak więc dwa tygodnie po bitwie pod Myszyńcem, która według jednych była zwycięska dla powstańców, a według innych wręcz odwrotnie, oddział powstańczy, którego dowódcą był Padlewski, już nie istniał.

Można się domyślać, w jakim stanie psychicznym znajdował się ten dzielny wódz powstańczy. Zachował się dokument, w którym zwracał się do Rządu Narodowego z prośbą o przeniesienie go w inne strony lub mianowanie kogoś innego naczelnym dowódcą w województwie płockim. Na próżno. Zaczął więc na nowo organizować oddziały powstańcze. Udało mu się zebrać dwie partie z drobnej szlachty mazurskiej, ale wkrótce zostały rozbite. Zebrał je na nowo Jurkowski, ale już 16 kwietnia ci powstańcy zostali otoczeni w lasach na Koziołku.

22 kwietnia 1863 roku w ręce rosyjskie dostał się Zygmunt Padlewski i jego najbliżsi współpracownicy: Teofil Koczuborski (podawał się za Antoniego Szczurowskiego), dr Jan Lisecki, porucznik Konstanty Seciński i Jan Sokołowski.  Aresztowano ich przypadkowo. Zatrzymani przez Kozaka próbowali go przekupić. Popełnili jednak błąd, oferując zbyt dużą sumę, a to wzbudziło podejrzenie. Kiedy przeszukano powóz, którym podróżowali, okazało się, że mają przy sobie broń i dokumenty, które nie pozostawiały wątpliwości co do tego, kim są. Przewieziono ich do Płocka i stanęli przed sądem polowym. Na wieść o aresztowaniu do Płocka przyjechała ciotka Padlewskiego, hrabina Klementyna Potocka i usilnie starała się o ocalenie go. Na próżno.

W nocy z 14 na 15 maja poinformowano go, że o świcie stanie przed plutonem egzekucyjnym. Była godzina druga. Miał niewiele czasu, by napisać do najbliższych i na modlitwę. Oto jego ostatni list:

„Dnia 15 maja 1863 r. Godz. 2 i pół w nocy. W tej chwili, dowiaduję się, że dziś mam dokończyć [żywot] ziemski. Strasznie poważna to chwila, więc nie dziwcie się, że nie wiele w niej na napisanie czasu stracę, by tę godzinę, jaka mi zostaje, z Bogiem przepędzić. Do Ciebie, droga ciotko, piszę, bo to ostanie moje słowa. Ty najpierw czytać będziesz. Dzięki za Twoje serce, które ze mną było do końca. Powiedz najdroższym, najmilszym Rodzicom moim, żem ich kochał z całej siły uczuć moich i że z nimi umieram. Brata Romka miłego, do serca przyciskam, siostry wszystkie błogosławię i kocham; krewnych tylko wyliczyć nie mogę, ale ich mam w sercu. Księdza Leona o modlitwę proszę.

Niech ojciec się dowie o trochę długów, które zostawiam i wiernie zapłaci, co do grosza. Rzeczy, które tu zostawiam niech zabierze i na pamiątkę familii rozda. Tę trochę pieniędzy, które tu zostawiam, proszę przesłać do Krakowa do p. Dawidowicz, niech weźmie należność swoją, a resztę rozda ubogim. Bądźcie zdrowi i szczęśliwi, oto Boga modlić będę, jeśli Go zobaczę. Matko moja szukaj pomocy w Bogu. Ja biedny nie mogłem Ci życia umilić, a teraz jeszcze go zatruwam. On Cię pożałuje. Zygmunt”[1].

O godzinie 4 rano ks. Mateusz Luciński wikary z parafii św. Bartłomieja w Płocku wysłuchał ostatniej spowiedzi skazanego na śmierć. O świcie wywieziono Padlewskiego z więzienia ulicami: Więzienną, Misjonarską, Płońską na plac ćwiczeń wojska rosyjskiego za rogatkami płońskimi. Podczas jego drogi na miejsce straceń Polki rzucały z okien kwiaty. Egzekucja odbyła się na placu ćwiczeń wojska rosyjskiego, czekał tam wykopany wcześniej grób.

Skazaniec zachowywał się spokojnie, z godnością. Stanął przed plutonem egzekucyjnym, na którego czele stanął polski renegat pułkownik Poźniak. Nie chciał, aby zasłonięto mu oczy. Rozległy się strzały, w ich wyniku został ranny.  Został dobity strzałem z pistoletu. Stało się to kilka minut po godzinie piątej dnia 15 maja 1863 r.

W kolejne rocznice śmierci gen. Zygmunta Padlewskiego mieszkańcy Płocka czczą jego pamięć marszem pod hasłem „Pamięć i wierność”.

 

 

 

 

 

 

[1] List znajduje się w zbiorach Muzeum Mazowieckiego w Płocku.