Stefan Piekarski – wolnomyśliciel z Myszyńca

Przez wiele lat mieszkał w Myszyńcu. Najstarsi mieszkańcy pamiętają go jeszcze, wielu o nim słyszało. Był niezwykłym człowiekiem. Chciałabym wiedzieć o nim więcej, ale na razie więcej mam pytań niż odpowiedzi. Nawet zdjęcia brak…

Stefan Piekarski przyszedł na świat w Łomży, dnia 13 stycznia 1885 r. Jego rodzicami byli Maria (z d. Parys) i Jan Piekarscy. Ojciec pełnił funkcję sekretarza Urzędu Hipotecznego. Rodzice zadbali o gruntowne wykształcenie syna. Gimnazjum zapewne ukończył w Łomży, a potem studiował za granicą.

Od grudnia 1914 r. do końca marca roku następnego był sekretarzem redakcji tygodnika politycznego, społecznego i literackiego „Prawda”. Tego samego, który założył, wydawał i redagował w latach 1881-1902 Aleksander Świętochowski. Od roku 1911 redaktorem naczelnym był Wincenty Rzymowski. Lata świetności tygodnik ten miał już za sobą, ale wciąż jeszcze pozostawał ważnym tytułem prasowym. Stefan Piekarski był nie tylko sekretarzem redakcji „Prawdy”, ale też publikował w niej swoje teksty. Jego nazwisko pojawia się, począwszy od numeru 32/1914 do numeru 12-13/1915. Pisywał też pod pseudonimem Rolicz. Można się z jego tekstami zapoznać, ponieważ „Prawda” została zdigitalizowana i jest dostępna w internecie.

Trwała I wojna światowa. W zespole redakcyjnym tygodnika „Prawda” zaczęły dochodzić do głosu sympatie dla orientacji austriacko-niemieckiej, a tym samym nasiliły się tendencje antyrosyjskie. A ponieważ ówcześni właściciele pisma sympatyzowali z endecją, musiało dojść do konfliktu. Kiedy więc w marcu 1915 r. zażądali oni usunięcia części zespołu redakcyjnego, Wincenty Rzymowski i Stefan Piekarski oraz inni współpracownicy „Prawdy” zerwali współpracę z tygodnikiem. Prawdopodobnie Piekarski zrezygnował wówczas także z członkostwa w Polskim Związku Postępowym[1].  20 kwietnia 1915r. Stefan Piekarski wraz z Wincentym Rzymowskim nabyli postępowy tygodnik „Widnokrąg”[2]. Wkrótce potem redaktor naczelny „Widnokręgu” oraz jego bliski współpracownik i przyjaciel Tadeusz Hołówka, wybitny działacz PPS-Frakcja Rewolucyjna, zostali skazani na karę więzienia, a następnie trafili do niemieckiego obozu jenieckiego o zaostrzonym rygorze. W tej sytuacji „Widnokrąg” przestał się ukazywać. Rzymowski i Hołówka odzyskali wolność pod koniec maja. W lipcu 1916 r. po niemal rocznej przerwie wznowiono wydawanie „Widnokręgu”. Nie wiadomo, co w tym czasie dzieje się ze Stefanem Piekarskim. W dostępnych w internecie numerach tego pisma nie pojawia się już jego nazwisko.

Pozostaje bez odpowiedzi pytanie, jak to się stało, że prawdopodobnie już  w latach dwudziestych Stefan Piekarski zamieszkał w Myszyńcu. Jeszcze bardziej zdumiewające wydaje się to, że tu pozostał.  Mieszkał tu ze swoją siostrą Heleną Anną (ur. 1886), która była nauczycielką i osobą niezamężną, możliwe, że w pierwszych latach ich pobytu tutaj także z matką (ojciec zmarł 8 sierpnia 1914 r. w Ostrowi Mazowieckiej).

Udało się ustalić, że w okresie przedwojennym wynajmowali mieszkanie w jakimś domu przy ulicy zwanej dawniej Zdunkowską (obecnie Józefa Bema). W tym okresie Piekarski nie miał chyba stałego zatrudnienia. Udzielał korepetycji z przedmiotów ścisłych i języków obcych. Był świetnym nauczycielem. Na korepetycje u niego uczęszczał między innymi mój stryj, Zenon Plebanek (ur, 1923), kiedy przygotowywał się do egzaminu do warszawskiego gimnazjum. Wspomina go jako świetnego nauczyciela.

Uważano Piekarskiego za dziwaka, ale szanowano go i podziwiano jego wiedzę. Miał w sobie coś z Sokratesa. Ze skrawków wspomnień  wynika, że chętnie wdawał się w pogawędki z młodymi ludźmi i starał się obudzić w nich chęci do nauki. Mówił też o swoich wynalazkach… Nie udało się potwierdzić, że miał jakieś patenty, ale zapewne tak było. Obawiano się, że może mieć na młodych zły wpływ, bo nie ukrywał swoich poglądów, które były wolnomyślicielskie.

W autobiograficznej powieści Leszka Bakuły zatytułowanej „Czerwony bór. Czarny bór. Biały bór” pojawia się postać Stefana Piekarskiego. I choć mamy tu do czynienia z utworem literackim, wydaje mi się, że można uznać wpisany w ten tekst portret za bardzo bliski rzeczywistości. Autor przebywał w Myszyńcu w czasie okupacji. Miał wtedy kilkanaście lat. Tak pisał o Piekarskim, który w powieści nazywany jest Roliczem (to pseudonim, którym podpisywał Piekarski niektóre swoje drukowane w „Prawdzie” teksty):

„Był to człowiek uznawany w Myszyńcu za dziwaka, a nawet za wariata. Ludzie go szanowali i chyba nikt tutaj nie mógłby go przezwać publicznie lub ośmieszyć. Krytykowali go chyba tylko za to, że nie chodził do kościoła”[3].

„Jeszcze bardziej zapragnąłem poznać Rolicza. On chyba lepiej wiedział, jak to jest z różnymi naukami, skoro miał dwa fakultety i gadał w różnych językach”[4].

A tak opisuje swoją wizytę u Piekarskiego:

„Na łóżku siedział starszy pan niskiego wzrostu, z ogoloną na zero głową, pośrodku całkiem łysą. Patrzył na mnie oczyma, które teraz nabierały barwy niebieskiej (…). Ta niebieskość jasna jakby się przelewała w powiekach wolno, uważnie, badawczo. (…)

Nad łóżkiem wisiał obrazek przedstawiający bitwę, nad którą unosiła się w chmurach postać Matki Boskiej. A więc może Rolicz wierzy?

– Przyszedłeś zobaczyć głupiego?

Zacząłem drżeć w środku, ale milczałem, co Rolicza jakby ucieszyło.

– W tej osadzie ludzie się nie dziwią, że ktoś zna język niemiecki czy rosyjski, ale jak ktoś mówi po angielsku czy francusku, a co nie daj Boże, po hiszpańsku, to musi być nienormalny”[5].

„Dziś Rolicz pokazał mi coś nowego. Było to stare pismo, które w kilkunastu egzemplarzach przechowywał u siebie w sienniku. Twierdził, że ich nie chowa, a trzyma tam dlatego, że za mało słomy. Ale to nieprawda, bo były dobrze owinięte sznurkiem. Najpierw nic nie mówił, tylko rozłożył przede mną „Prawdę”. Rzuciłem się na tę gazetę jak głodny pies na michę kaszy”[6].

Mimo swojego wolnomyślicielstwa był Piekarski prawdopodobnie w całkiem dobrych relacjach z ówczesnym myszynieckim proboszczem ks. Klemensem Sawickim.  Zamieszczona w powieści Leszka Bakuły scena spotkania proboszcza i jedynego pewnie w parafii wolnomyśliciela świadczyłaby o tym. Ksiądz nazywa Piekarskiego rywalem o rząd dusz i przyjacielem ateuszem[7].

„Wyszedłem od Rolicza jak po skąpaniu w najświętszej rzece Narwi. (…)  Mądrość wydała mi się wielkimi schodami, po których człowiek stąpa. Schody te nie mają początku i końca. Ale można się zatrzymać na jakichś szczeblach i tam pozostać. Chciałem piąć się coraz wyżej. Przy wielkich i strasznych schodach mądrości wszelkie inne stały się małe. Schody do myszynieckiego kościoła, do wielkich budowli, widzianych na obrazkach. Rolicz otwierał mi schody tajemne i groźne”[8].

Przez część okupacji Stanisław Piekarski przebywał gdzieś poza Myszyńcem. W latach 1946-1948 uczył języka angielskiego w Liceum Ogólnokształcącym w Mrągowie. Potem wrócił do Myszyńca. Nadal mieszkał ze swoją siostrą, która coraz bardziej podupadała na zdrowiu. Warunki, w jakich żyli były bardzo trudne. Przez ładnych parę lat mieszkali na poddaszu w budynku, w którym mieściła się myszyniecka gospoda. Tam jeszcze miał podobno Piekarski dużą bibliotekę. Kiedy w 1962 r. zmarła jego siostra  Helena Anna, zamieszkał u p. Franciszki Staszewskiej przy ul. Most Kopański. Z jego bogatego księgozbioru nic już nie pozostało. Był bardzo biedny. Zmarł 12 kwietnia 1965 r.

Powoli ubywa ludzi, którzy Go pamiętają. Dobrze byłoby dowiedzieć się o tym niezwykłym człowieku czegoś więcej…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/wincenty-rzymowski [dostęp online: 1 września 2018]

[2] Tamże.

[3] Leszek Bakuła, Czerwony bór. Czarny bór. Biały bór. LSW, Warszawa 1980, s. 445.

[4] Tamże, s. 451.

[5] Tamże, s. 453.

[6] Tamże, s. 481.

[7] Tamże, s. 552-553.

[8] Tamże, s. 561